Tegoroczny ADWENT jest dla mnie duchowo… dziwny… Pierwszy raz w życiu przyszła refleksja, dlaczego co roku praktykujemy to samo… nawoływanie do nawrócenia, do przygotowania się na przyjście Pana Jezusa, do prostowania ścieżek… Za chwilę będziemy do podobnych duchowych zmian wzywani w okresie WIELKIEGO POSTU – rozpoczynając go posypania głów popiołem   i   od   usłyszenia   słów    „nawracajcie    się    i    wierzcie  w Ewangelię”. Tak, pewnie to właśnie jest kwestia różnicy pomiędzy „usłyszeniem” a „przyjęciem” i dalej „praktykowaniem w życiu”…

Dlatego może nie umiem się w tym odnaleźć, ponieważ od kilku lat całe moje życie jest

ADWENTEM – OCZEKIWANIEM NA PONOWNE PRZYJŚCIE…

I z czasem dziwne stało się dla mnie wyrywanie z życia kilku tygodni i nadawanie im jakiegoś szczególnego sensu, bo każdy dzień jest szczególny, każdego dnia walczę o moje nawracanie, każdego dnia tęsknię i oczekuję aż On przyjdzie i każdego dnia staram się dać z siebie wszystko, co umiem, by w pełni wykorzystać to, co od Niego otrzymałam, by kochać, mnożyć talenty, szanować dar życia w każdym jego aspekcie… Niestety, nie zawsze mi się to udaje, ale nie pokładam w okresie adwentowym jakiejś szczególnej nadziei, że w końcu coś się zmieni… Myślę, że zmiana to efekt codziennej współpracy z łaską Bożą.

Czy nie grozi nam wpadnięcie w jakieś błędne koło życia od Adwentu do Adwentu, od Wielkiego Postu do Wielkiego Post, kiedy robi się może coś więcej, staje się na chwilę lepszym, po czym wraca do „normalnego” życia… Czy dajemy sobie szansę na to, by pójść dalej…? Czy zrobimy coś więcej ponad powtarzane co roku schematy, by wzrosnąć w wierze??? Czy w końcu damy Bogu realną przestrzeń do działania w naszym życiu i czy wejdziemy w to działanie razem z nim? A w zasadzie to czy zaczniemy żyć w Bogu?

Dla mnie tym przełomem była wierność zasadom wspólnoty, do której kiedyś z mężem należeliśmy – juz tak mamy, że jak coś robimy, to staramy się podchodzić do tego odpowiedzialnie i robić to w pełni. Tak też wzięliśmy sobie do serca zalecenia corocznej formacji na rekolekcjach i już po pierwszych nastąpił jakiś przełom – jak to podsumowałam na „godzinie świadectw” – „zostałam przez rekolekcje przeorana” – Pan dotknął mnie tak głęboko, zapadł w moje serce, że… już tak po prostu zostało. Z drugiej strony wciąż brzmią w moich uszach zasłyszane w czasie tych rekolekcji słowa księdza Blachnickiego: ” Chrześcijanin posiada tylko jedno ryzyko – ryzyko utraty wiary.”

Dlatego każdego dnia staram się tę wiarę budować.

„Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa.” Rz 10,17

Jak usłyszeć w zgiełku codzienności? Wyjść poza ten zgiełk?

Jak znaleźć na to czas i przestrzeń? O to muszę walczyć. Sama ze sobą, budując wewnętrzną dyscyplinę. W jaki sposób? I tu dochodzimy w końcu do tematu tego postu, którym ma być…

POST

Pierwszy post podjęłam w zeszłym roku jesienią, ponieważ był to czas podejmowania ważnych decyzji, czas dużych zmian w życiu     i przed wszystkim czas przygotowania. Biblia pokazuje nam wiele postaci poszczących przed ważnymi wydarzeniami,                               a ukoronowaniem biblijnych postów jest 40dniowy post Jezusa na pustyni, przygotowujący Go do publicznej działalności.

Piękny jest fakt, że coraz więcej osób tę formę okresowego postu podejmuje. Wiadomo, pobudki są różne. Począwszy od tych głęboko duchowych, na typowo zdrowotnych zakończywszy.
I nie ma co tego oceniać, bo poznajemy tak naprawdę                        po owocach. 

Jedno jest pewne, nawet najlepiej przeprowadzona dieta warzywno-owocowa – nazywana też przez niektóre osoby właśnie postem – nie przyniesie długofalowych efektów zdrowotnych, jeśli nie zostanie połączona z pracą nad sobą, nad swoim wnętrzem, nad budowaniem wewnętrznej równowagi, która dla osoby wierzącej jest po prostu zaproszeniem Boga do swojego życia, zrobienie Mu przestrzeni do działania. Jeśli nie uczynimy Boga tym, który nas przez życie prowadzi, a przede wszystkim jeśli Jemu W PEŁNI nie zaufamy, to zawsze nasze wnętrze będzie drążone przez jakiś niepokój. Ten stan zaś nie sprzyja zdrowiu, choćbyśmy stosowali nie wiadomo jak wspaniałe diety              i oczyszczali nasze organizmy.

 

NAJPIERW NALEŻY OCZYŚCIĆ DUSZĘ.

Z LĘKU.

 

Przed tym, że Bóg nam nie przebaczy popełnionych przez nas win… ON TO JUZ ZROBIŁ, a co więcej JUŻ TE WINY ODKUPIŁ.
Przed tym, że Bóg chce nas ukarać, że chce naszego cierpienia.

„Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie.” Jr 29,11

„Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.” J15,7-11

Można by przytaczać jeszcze dziesiątki cytatów, w których Bóg zapewnia, że chce naszego dobra, a nie cierpienia.

Wzywa nas:

” O nic się nie martwcie, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem przedstawiajcie wasze prośby Bogu.” Flp 4,6

Potem możemy oczyszczać ciało. A post z dietą warzywno-owocową to ku temu bardzo dobry sposób. O czym możecie przeczytać          w moich poprzednich wpisach. Nie każdy jednak podejmie decyzję, aby pojechać na rekolekcje z postem – stąd – i z powodu prośby jednej ze znajomych – pojawiła się idea poprowadzenia postu Daniela na Facebooku. 

Również dlatego, aby zaszczepić w innych wdzięczność za ciało i zdrowie, które zostało nam odarowane przez Boga w zarządzanie.          A post z dietą warzywno-owocową poza sferą duchową dotyka też wyraźnie tego aspektu. 

W czasie drugiej „edycji” – od końca września przez 40 dni razem rozważaliśmy Słowo Boże – tym razem fragmenty dotycząc zdrowia. Dzieliliśmy się też zdjęciami naszych postnych potraw. Był to piękny czas, choć dla mnie bardzo pracowity.

Rozpoczęłam go rekolekcjami z postem Daniela w Konstancinie, ale był to dla mnie czas pracy zawodowej, ponieważ posługiwałam tam jako lekarz. Tym razem miałam liczne interwencje, więc niewiele czasu „dla siebie”, a po powrocie do domu i codziennych obowiązków rodzinno-zawodowych nie było wcale łatwiej… Doszło dodatkowo osobne przygotowywanie posiłków dla siebie i dla rodziny.

Dużym wyzwaniem okazało się w tym codzienne dbanie o to, by na Facebooku dwa razy dziennie zamieszczać i – oczywiście wcześniej przygotowywać – treści dotyczące aspektów duchowych i cielesnych naszego wspólnego internetowego postu.
Ale była to piękna droga – łącząca w codziennym postnym trudzie ludzi z odległych miejsc na ziemi.

I – czytając świadectwa uczestników – owocna. Przeczytajcie sami:

 

” Podsumowanie mojego postu. 🙂
Post zrobiłam 42dni. Z perspektywy myślę, że mogłam go skrócić o kilka dni , bo końcówka była ciężka. Trwałam dzielnie.
Post był cudownym czasem. Spokojem , cierpliwością , poukładaniem.
Czułam się bardzo dobrze, dużo energii i chęci.
Po poście jestem nowa ja 🙂
Chce to utrzymać jak najdłużej.
Post sprawił ,że nie mam boli stawów. Zatoki czyste. Skóra jak u niemowlęcia , włosy błyszczące.
Ból ręki i łokcia ,który był od stycznia ( ciągnęłam 27kg walizę , jak leciałam do PL , jak rodziła się moja pierwsza wnuczka i się mocno nadwyrężyłam ) zniknął jakoś w 4 tyg. Przez kilka dni wykręcałam ta ręką na wszystkie strony ,czekając na ból. I nie ma , nie ma do dzisiaj. 🙂
Dziękuję Panie Boże za ten cudny czas.
Następny post mogę podjąć juz za 178dni 😉
Najważniejsze , dziękuję Ewelina ,że mnie wyłapałaś na innej grupie i byłaś zapalnikiem, że w końcu się zdecydowałam.”

„Skończyłam post po 8 dniach… niby mało, ale jestem wdzięczna za wszystko co mi Pan pokazał… nigdy też nie robiłam żadnej diety czy zmian nawyków czy dyscyplinowania siebie – zawsze tylko: byle wygodniej, nic nie zmieniać… też tak wyglądam … czas do następnego postu chcę jak najlepiej wykorzystać na kilku frontach: modlitewnym, badania, odżywianie itd. Cieszę się na ten czas jak i na następny post (planuję 21 dni w lutym). Dziękuje za pomoc xxx”

Moje 40 dni było bardzo trudne duchowo – kilkakrotnie miałam namacalne wrażenie tego, że przystępuje do mnie diabeł i mnie kusi, najgorszy był jeden raz… Ale doświadczyłam w każdej z tych sytuacji umocnienia przez Boga i otarcia przez Niego moich łez…
Fizycznie bywało różnie – pojawiło się kilka tzw. „kryzysów ozdrowieńczych” – na początku postu nudności i wymioty, ból głowy pierwszego dnia, około połowy postu kilka dni totalnego osłabienia i braku apetytu, raz potężny ból głowy trwający około godzinę. Koło 32 dnia w jamie ustnej pojawiła się afta – jako dziecko miałam aftowe zapalenie błony śluzowej jamy ustnej – może coś mój organizm zwalczył do końca…? Ustąpiło bez specjalnego leczenia. Piłam dużo ciepłej wody z cytryną i imbirem, bo było mi zimno. Ku mojemu zdziwieniu – i mojej fryzjerki również – zaczęły rosnąć mi liczne nowe włosy 😉

Niestety, nie uporządkowałam pewnych istotnych rzeczy – nadal nie ogarniam codziennych spotkań z Bogiem – o co starałam się walczyć na poście i wiem, jak bardzo tęsknię za tym, jak każdego dnia spędzaliśmy długie chwile razem… Teraz też są, ale takie wyrwane z codzienności… i krótkie, zbyt krótkie… A spotkania z Ukochanym powinno się celebrować…

Nie uporządkowałam tez swojego snu, bo doba wydaje się wciąż za krótka i kradnę ten czas uszczuplając ilość przesypianych godzin, pomimo świadomości, że nie jest to absolutnie prozdrowotne zachowanie…

Wprowadziłam nowe zdrowsze nawyki żywieniowe i staram się ich trzymać, ale jest jeszcze dużo do zrobienia 😉 Więc też cieszę się na kolejne posty, bo wiem, że to wspaniała droga do budowania relacji z Bogiem, do spotykania się z Nim, robienia Mu przestrzeni w swoim życiu, a także sposób na przyglądanie się sobie i budowanie samodyscypliny i wewnętrznego porządku, który poza postem pomaga w trwaniu w prawdziwej relacji              z Panem i stawiania Go na pierwszym miejscu.

W czasie postu CZŁOWIEK CZUJE, ŻE ŻYJE!!! Spróbujcie sami! Stanąć twarzą w twarz z samym sobą, swoimi ograniczeniami, słabościami, może i bożkami…

I twarzą w twarz z miłującym Bogiem – to NAJWAŻNIEJSZE SPOTKANIE.

Post to niesamowity sposób na budowanie swojej wiary.

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Łk 18,8

Bo On przyjdzie, a właściwie PRZYCHODZI KAŻDEGO DNIA – każdy przeżyty przez nas dzień, to jeden dzień mniej do ostatecznego spotkania. A na różne sposoby jest już obecny.

Dlatego niech adwent się nie kończy, niech trwa cały rok. A my ŻYJMY!!! coraz bliżej Niego 🙂

 

P.S. Wiele wspólnot podejmuje post na początku każdego nowego roku, nie czekając na okres Wielkiego Postu. Myślę, że jest to wspaniały pomysł, aby wspólnie z Bogiem zaplanować nowe 12 miesięcy, które otrzymujemy od Niego w prezencie.

Gdybyście chcieli przygotować się i przeprowadzić samodzielnie taki post, to może nasze podpowiedzi się Wam przydadzą.

Zapraszam zajrzyjcie do archiwalnych wpisów w wydarzeniu na FB: Post Daniela z dietą warzywno-owocową. 

A gdyby ktoś chciał przeżyć post stacjonarnie – z serca polecam rekolekcje w Centrum Animacji Misyjnej w Konstancinie  lub nowy „projekt”, w którym również wezmę udział – rekolekcje z Postem Daniela w domu wypoczynkowo-rekolekcyjnym diecezji pelplińskiej w Białogórze nad morzem. 

 

P.S.  Apropo moich adwentowych rozterek…  Bardzo w temacie 😉

 

Cieszymy się, że nas odzwiedziłeś 🙂

Jeśli chcesz wiedzieć, jak udaje nam się ściągać NIEBO na ziemię,

zostań z nami w kontakcie i obserwuj nasze poczynania

na bieżąco na facebook’owym profilu Fundacji:

https://www.facebook.com/CentrumDobrejNowiny/